– Boże, to się robi coraz zabawniejsze. Barbara poczuła, że

Tammy patrzyła Markowi w oczy, starając się z nich wy¬czytać, czy ma do czynienia z człowiekiem szczerym, czy też z kimś, kto sprytnie maskuje podstęp i fałsz. Odpowie¬dział jej jasnym i spokojnym spojrzeniem.
siebie... Myślę, że oni wszyscy - Król, Próżny, Pijak i Bankier - nie mają przyjaciół i nie umieją być przyjaciółmi dla
Badacz Łańcuchów zamilkł na chwilę. Mały Książę był bardzo ciekaw, co się stało ze Światłem Księżyca i już
ROZDZIAŁ CZWARTY
Beck wyciągnął komórkę z kieszeni na piersi marynarki i sprawdził wyświetlacz. - Faktycznie. Najwidoczniej nie zdążyłem jej odebrać. - Miałam nadzieję, że dostanie ją pan przed wyruszeniem w podróż. - Wolałbym, żeby pani szef był na tyle uprzejmy, aby spotkać się ze mną, zanim wyjechał z miasta w takim pośpiechu. Kiedy zamierza wrócić? - Nie poinformował mnie o tym. - Czy można się z nim skontaktować telefonicznie? - Mogę panu podać numer hotelu. Jest w Cincinnati. - Rozumiem, że otrzymanie numeru komórki... - Jest wykluczone - ucięła. - Inaczej stracę posadę. - Nie chciałbym być za to odpowiedzialny. - Gdy pan Nielson zadzwoni, aby wysłuchać wiadomości, czy mam przesunąć pana spotkanie z nim na inny termin? - Tak, proszę. Jeśli nie odbiorę telefonu, proszę zostawić mi wiadomość z dokładną datą i godziną. Dostosuję swoje zajęcia do tego spotkania. Gdyby była pani na tyle uprzejma, proszę zadzwonić też do mojego biura i na telefon domowy. Nie chciałbym, aby dzisiejsza sytuacja się powtórzyła. - Oczywiście, panie Merchant. - Dziękuję. - Przykro mi, że fatygował się pan na próżno. Pani również - powiedziała, spoglądając na Sayre. - Ja również chciałabym się umówić z panem Nielsonem w najbliższym odpowiadającym mu terminie. - Poinformuję go o tym, pani Hoyle. - Lynch. - Oczywiście. Przepraszam. Sayre podała recepcjonistce swój numer telefonu komórkowego i do centrali motelu, po czym odwróciła się, by wyjść. Beck stał już w otwartych drzwiach, przytrzymując je. - Do zobaczenia, Brendo - rzucił przez ramię, wychodząc. - Do widzenia, panie Merchant. Sayre i Beck wyszli na korytarz razem i stanęli, czekając na tragicznie powolną windę. Zjechali do lobby, na dole Beck ruszył prosto do wyjścia, Sayre zaś skierowała się w stronę toalety damskiej. Wszystko odbyło się w kompletnej ciszy. Gdy pięć minut później Sayre wyszła z wieżowca, Beck stał na ocienionym chodniku i rozmawiał przez telefon. Nie ucieszyła się na jego widok. Dała mu wystarczająco dużo czasu na zniknięcie. Była piąta po południu i ulicami centrum miasta wędrowały tłumy spieszących się do domu ludzi. Wszędzie były korki i spaliny, zatrzymywane przy ziemi przez wilgotne powietrze sprawiały, że ciężko było oddychać. Beck wyglądał na wykończonego. Włożył palec do drugiego ucha, żeby zredukować nieco hałas i skoncentrować się na rozmowie. Zdjął marynarkę i przerzucił ją przez ramię, rozluźnił krawat i podwinął rękawy koszuli. Wyglądała zupełnie tak, jak przy ich pierwszym spotkaniu, na cmentarzu. - Widząc ją, rozłączył się i przedarł się przez tłum w jej kierunku. - Nielson jeszcze nie dotarł do hotelu - powiedział. - Nie fatyguj się z dzwonieniem do niego. - Spróbuję później.
Ingrid niecierpliwiła się - Mark zostawił ją samą w sa¬lonie. Do czego to podobne?
Mark słuchał jednym uchem. Nie potrafił oprzeć się po¬kusie i znów wyjrzał przez okno. Tammy leżała na trawie, tym razem na wznak, trzymając Henry'ego nad sobą w wyciągniętych ramionach, gaworząc, jakby sama była dziec¬kiem. Ich radość była tak zaraźliwa, że Mark nie mógł się nie uśmiechnąć.
- Tak, i to było okropne. Pod maską była... pustka. Nie było nic - gołąb aż zadygotał, gdy o tym mówił.
- Chciałbyś, żeby on wrócił? - spytał Mały Książę.
Gdyby teraz z triumfem zwycięzcy chwycił ją na ręce i zaniósł do sypialni, oddałaby mu się z radością. Nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. Na jej rozchylonych wargach błąkał się rozmarzony uśmiech, a w jej wzroku widniało zaproszenie i oczekiwanie.
Spochmurniał jeszcze bardziej.
Pijaka. Zachęcał go, by natychmiast wyruszył w podróż. Zaprosił też Pijaka do siebie, gdyż miał dla niego mały
- Nie boję się! Potrafię się zachować wśród takich jak ty, nie myśl sobie.
- Jak to jaki? Żeby to sobie przypomnieć! I żeby pamiętać, iż aby już więcej się nie wstydzić, powinieneś przestać

– Lucy, przecież ty mnie w ogóle nie opatrzyłaś.

również i z tego powodu, iż bardzo upiększały krajobraz jego planety. Chętnie I często wspólnie z Różą oglądał, jak
znowu zacząć być sobą prawdziwym. I wtedy zrozumiesz, że...
- A to dlaczego?

- Nie widzę potrzeby. Pewnie i tak mniej więcej potra¬fisz odgadnąć jego treść.

spokojem Piercea kryje się skrywana energia. I
Dopiero po chwili dotarło do niej, że
Pia ostrożnie oswobodziła się z mocnego uścisku Fe-

A tu nagle pojawił się Jego Wysokość. A może się my¬liła? Przecież nie znała się na tym zupełnie. Może to ad¬mirał? Ale czy zostaje się admirałem już w okolicach trzy¬dziestki?

A także o całowaniu Lucy.
Pierce odprowadzał ją wzrokiem, gdy szła
podejrzeń. Bo za nic nie chciała, by teraz, gdy